Gimnazjum Publiczne im. Jana Pawła II w Lubatowej

SMS niebezpieczny

Email Drukuj PDF

Wielka Brytania rozpoczęła walkę z młodzieżowa plagą – esemesami o podtekście seksualnym. Od początku roku szkoły i wszystkie kanały telewizyjne w blokach programowych dla młodzieży emitują wideoklip, który pokazuje, jaką pułapką może stać się lekkomyślne przesyłanie z komórki zdjęć w intymnych pozach. Nastolatki nagrywają telefonami komórkowymi erotyczne scenki albo robią zdjęcia narządów płciowych i przekazują je dalej. Tak w skrócie opisać można niebezpieczne zjawisko tzw. sextingu. Britain’s Child Exploitation and Online Protection Center (CEOP) przepytało kilka tysięcy uczniów w wieku od 11 do 18 lat. Wyniki okazały się zatrważające – prawie połowa ankietowanych miała do czynienia z sextingiem, a prawie 70 proc. zna prywatnie nadawców erotycznych wiadomości.

 Niebezpieczeństwo w SMS-ie

15-letnia uczennica jednej z brytyjskich szkół zadzwoniła do telefonu zaufania dla młodzieży ChildLine, kiedy koleżanka zrobiła jej zdjęcie w przebieralni. – Dla mnie to były tylko wygłupy, zabawa – opowiadała dziewczynka. – Poprosiłam ją, żeby wykasowała fotografię, ale ona tylko się śmiała i odmówiła. Droczyła się ze mną i powiedziała, że umieści to zdjęcie w internecie na MySpace. Próbowałam odebrać jej telefon. W końcu pokłóciłyśmy się, a ona wyszła. Niedługo potem ofiara odkryła, że zdjęcie faktycznie trafiło na portal społecznościowy z komentarzem: „Ma na to ochotę”. Obok umieszczono jej numer komórki z komentarzem zachęcającym do telefonowania mężczyzn, którzy „chcą się zabawić”. Terapeuta z brytyjskiego dziecięcego telefonu zaufania poradził dziewczynie, aby napisała do MySpace z prośbą o usunięcie fotografii. Portal zdjęcia usunął. Problem nie dotyczy wyłącznie Wielkiej Brytanii i nie zawsze kończy się wyłącznie wstydem. 18-latka z Cincinnati w Ohio popełniła samobójstwo, ponieważ prześladowali ją rówieśnicy, którzy widzieli jej nagie zdjęcie. Dziewczyna wysłała swojemu chłopakowi fotografię, która ostatecznie trafiła do kilku setek uczniów w jej szkole. Koledzy nazywali ją „dziwką” i „królową pornosów”. Nastolatka nie wytrzymała stresu. W Polsce szerokim echem odbiła się historia 14-letniej Ani z Gdańska. Dziewczynka odrzuciła względy jednego z kolegów, który zaczął się na niej mścić i obrażać. Według odtworzonych wypadków, na lekcji języka polskiego nauczycielka wyszła, żeby przygotować apel. Poprosiła innego nauczyciela, by zajrzał do klasy, ten jednak musiał prowadzić swoją lekcję. Wtedy do Ani podeszli dwaj uczniowie, siłą położyli ją na ławce, zdarli z niej części ubrania i udawali scenę gwałtu. Trzeci chłopiec kamerą w telefonie komórkowym filmował całą scenę. Po około dwudziestu minutach koszmaru Ania ubrała się i wybiegła z klasy. Kilka dni potem popełniła samobójstwo.

Moda na „sexting”
Dostęp do telefonu komórkowego ma dzisiaj prawie każde, nie tylko brytyjskie dziecko. Przesyłanie zdjęć zrobionych wbudowanymi w telefonach aparatami fotograficznymi jest nagminne, a między dziewczętami i chłopcami, których łączy więcej niż przyjaźń nastała moda na „seksemesy”. W zamyśle taka specjalna przesyłka ma trafić jedynie do kogoś bliskiego, zdarza się jednak często, że esemes ma dodatkowych adresatów. Intymne fotografie trafiają na portale społecznościowe, stamtąd na strony o treści pornograficznej, a ofiara kończy załamaniem nerwowym. Specjaliści z Education Trust twierdzą, że zjawisko przesyłania sobie wiadomości z podtekstem seksualnym jest zjawiskiem niemal powszechnym. Seksemesy posyłało sobie 38 proc. młodzieży między 11 a 17 rokiem życia. Takie zdjęcia mogą być potem dostępne latami i często trafiają w ręce przestępców seksualnych. Rozbierane zdjęcia czy filmiki młodzież wysyła, aby zwrócić na siebie uwagę otoczenia, zawrzeć nową znajomość i dlatego, że paradoksalnie jest to „trendy”. Spot reklamowy dla nastolatków uzmysławia, że poza nieuniknionym wstydem istnieje jeszcze strona praktyczna tego zjawiska. Na erotyczny materiał może natrafić przyszły pracodawca, który zechce sprawdzić profil kandydatki. Wysłanie czegoś drogą elektroniczną oznacza utratę nad tym kontroli. Takie fotografie porównać można do cyber-tatuażu. Łatwo je przesłać, ale potem ich treść ciągnie się za tobą w sieci i może wypłynąć w najmniej spodziewanym momencie – ostrzega Will Gardner, dyrektor fundacji Childnet International zajmującej się bezpieczeństwem nieletnich w internecie.

W sieci pedofila
Uczniowie nie zastanawiają się nad konsekwencjami takich igraszek. Nie rozumieją powagi sytuacji. Tymczasem internet to jedno z podstawowych narzędzi kontaktowania się pedofilów z dziećmi. Brytyjska policja ostrzega, że fora internetowe przestępców pełne są niedwuznacznych fotografii z seksemesów. Zdaniem funkcjonariuszy pedofile coraz częściej przeczesują portale społecznościowe w poszukiwaniu zdjęć nastolatków o podtekście erotycznym, zrobionych przez nich samych. Potem kontaktują się z takim młodym człowiekiem, szantażują go i zmuszają do robienia kolejnych fotografii. Co gorsza, sexting wystawia młodych ludzi na ryzyko wykorzystywania i szantażu nie tylko przez pedofilów, ale i gwałcicieli. Centrum do Spraw Wykorzystywania Dzieci i Ochrony w Sieci (Child Exploitation and Online Protection Centre) podaje, że przestępcy szantażują nieletnich zdjęciami i podszywają się pod nich, by zastawić sidła na koleją ofiarę. Policja twierdzi, że pedofile i gwałciciele są w sieci niezwykle aktywni, potrafią wysyłać do różnych dzieci setki e-maili dziennie. Przeglądają portale społecznościowe (np. Bebo, Facebook czy MySpace) w poszukiwaniu odważnych zdjęć nastolatków, aby potem wykorzystać je do wywierania nacisku. Oficjalne dane pokazują, że tylko w zeszłym roku odnotowano pięć razy więcej zdjęć, wykonanych przez nastolatków, które potem odnajdywano na twardych dyskach schwytanych pedofilów.

Nastolatki w internecie
Kiedy niechciane zdjęcia trafiają do sieci dziecko przeżywa szok. Koledzy się śmieją, a obcy ludzie wysyłają maile. Ofiary boją się, że filmiki dostaną się w ręce rodziców i nauczycieli i że będą wyciągnięte konsekwencje. Nie wiedzą jak sobie poradzić, czują się bezradne i osamotnione. Wiele nastolatków nie wytrzymuje presji, popada w depresję, zdarzają się też przypadki samobójstw. Zdaniem policji za publikacją ponad 80 proc. przypadków seksemesów i filmików w sieci stoją znajomi ofiar. W większości przypadków miał to być jedynie niewinny żart, który często kończy się życiowym dramatem. Przypadki sextingu zaowocowały kampaniami edukacyjnymi, mającymi pokazać młodzieży jak potencjalnie niebezpieczne jest ich postępowanie. Wielu amerykańskich nastolatków aresztowano pod zarzutem posiadania lub rozpowszechniania dziecięcej pornografii. Dochodziły też wieści o absolwentach liceów tracących pracę albo stypendia uniwersyteckie, ponieważ zidentyfikowano ich na zdjęciach o charakterze erotycznym, dostępnych w internecie. Za Antypodami i Ameryką z kampanią edukacyjną podążyła Wielka Brytania. Organizacje chroniące prawa dzieci na świecie apelują do rządów państw, aby uwrażliwić społeczeństwo na problem sextingu. Internet nie zna granic politycznych, a na niebezpieczeństwo mogą być narażone wszystkie dzieci. Przekaz kampanii jest prosty – jeśli nie chcesz, żeby znajomi czy przestępcy oglądali twoje zdjęcia, w ogóle ich nie rób! Tylko jak przekonać do tego dzisiejszą młodzież?

Niebezpieczeństwo jednego seksemesa
Nastolatka, która zrobi sobie aparatem cyfrowym zdjęcie o podtekście seksualnym i wyśle je do znajomego lub chłopaka, może potencjalnie zostać oskarżona o rozpowszechnianie dziecięcej pornografii, a odbiorcy jej wiadomości o jej posiadanie. Ten sam zarzut grozi osobom, które umieszczają tego rodzaju zdjęcia na portalach społecznościowych, gdzie mogą oglądać je osoby z zewnątrz. Łamią w ten sposób regulamin strony oraz rozpowszechniają dziecięcą pornografię.n Pedofile przeczesują profile o nisko ustawionych zabezpieczeniach i znajdują zdjęcia osób, które bezwiednie stają się w ten sposób obiektem pornografii dziecięcej, dystrybuowanej wśród obcych i pedofilów.

Pedagog szkolny, Barbara Perszewska